Pochewka na nóż

Kumpel zamor­dował swoją pochewkę na Muelę, że niby na rybach :P Co on łowi i jaką metodą to już nie pytałem. Że nigdy czegoś takiego wcześniej nie robiłem a doświad­czenia rzecz cenna, więc czemu nie.

To pier­wsza kon­cepcja jaką wymyśliłem. Zasad­niczo miało być tak, że żabka będzie szty­wna i odpinana żeby można było część zasad­niczą dopiąć osobno do ple­caka. Nawet się częś­ciowo udało, cho­ciaż to chyba jeszcze nie to co, jak mówi Dex, zwilża mnie.
Gorzej było z właś­ciwą kieszenią na nóż. Oczka met­alowe okazały się za cienkie i nie są w stanie sięgnąć na wylot. Dlat­ego są tylko dwie na kołnierzu gdzie jest połowa grubości całkowitej. A miało być ich jeszcze 5. Szkoda ale trudno, następ­nym razem będą. Myślałem, że nie wyjdzie, więc nie szyłem też molle z tyłu. Ale w przyszłości już tak i to mam nadzieję z dwóch stron. Zobaczymy.

Najbardziej mnie cieszy zapię­cie z kawałka linki elasty­cznej (shock cord) i pętli w charak­terze uch­wytu, który opiera się o jelec. Proste, całkowicie wymi­enne i nie włazi pod ostrze przy wkładaniu/wyjmowaniu noża.


Micro Plate Carrier

Właśnie ukończyłem prace nad pro­to­typem kamizelki pły­towej w stan­dard­zie SAPI i postanow­iłem się podzielić z wami tą wiado­moś­cią. Pamię­ta­j­cie jed­nak, że to dopiero pier­wszy pro­to­typ, stwor­zony po to by sprawdzić, co jeszcze należałoby nim poprawić.

Idea jest banalna. Obszyć płytę SAPI tak by:
– nie wypadała,
– pasowały różne rozmi­ary osłony,
– zaszyć mak­si­mum PAL­Sów po tej stronie granicy rozsądku

Oraz dwa najważniejsze:
– pasowała na każdego
– zapew­ni­ała możli­wie dużo swo­body ruchów.

Pier­wszych trzech nie ma co omaw­iać. Co do dwóch ostat­nich, sprawa ma się trochę inaczej.
Po pier­wsze jest w śród nas, w fir­mie, jeden taki, co się w okopach się nie musi schy­lać a wagi jest tak nikczem­nej, że szkoda gadać. Postaw­iłem sobie za punkt hon­oru zro­bić kamizelkę tak by pasowała na manie, na niego i na fac­eta 120kg.
Po drugie. Na jed­nym z ostat­nich wypadów, mojemu przy­ja­cielowi, znacznie ode mnie wytrzy­mal­szemu i sprawniejszemu, po jed­nym z trud­niejszych pode­jść, zakrę­ciło mu się w głowie. I to konkret­nie. Byłem zaskoc­zony. Po bliższym zbada­niu sprawy okazało się, że jego kamizelka jest min­i­mal­nie przy­ci­asna. Po wyreg­u­lowa­niu na pełen wdech było już ok, ale miała lekkie luzy i nie nosiło się jej już tak kom­for­towo. Postanow­iłem więc zro­bić swoją kamizelkę tak by jej obwód był cho­ciaż min­i­mal­nie elasty­czny.
Tak też uczyniłem.

Zami­ast wszy­wać pas z reg­u­lacją w część ple­cową, uszyłem gładki rękaw, w którym może poruszać się pas. Ten ostatni składa się z dwóch ele­men­tów a połącze­nie ich jest elasty­czne. Pozwala to zachować kom­fort w różnych pozy­c­jach. Szczegól­nie, gdy się schy­lamy i mięśnie się napinają.

Miałem na sobie wiele kamizelek, różnego typu. Od chińszczyzny po USA, od kon­trak­tów po znane i cenione firmy cywilne. Często było tak, że kon­strukcja nie posi­adała żadnego elasty­cznego ele­mentu w reg­u­lacji obwodu.

Z przodu jest klasy­czna kon­strukcja klap rzepowych w charak­terze zapię­cia. Nie jest to moje ulu­bione rozwiązanie, ale trzeba przyz­nać że działa.

Na przed­niej klapie, ponieważ nic mnie to nie kosz­tuje, zamon­towałem kieszeń. Wewnątrz wszyłem rzepy o sze­rokości 10 cm. Tak, wiem, to za dużo i kieszeń będzie się ciężko otwierać. Ale nie ma takiej potrzeby. Korzys­tałem z rozwiązań tego typu i mnie nie zad­owalały, więc postanow­iłem, że wnętrze wyłożę rzepem tak by w przyszłości pewnie mocować do nich wymi­enne wkłady np. na GPS itp. Ma więc pewnie trzy­mać a nie łatwo się otwierać. Mam już kilka sza­lonych pomysłów na takie wkłady, niestety w nor­mal­nych kieszeni­ach zamykanych rzepem słabo się trzymają.

Na koniec pozostała kwes­tia pasa. Jak widać jest cały zamolowany. I ok. Ale dopiero z bliska widać że jest z dwóch warstw, między którymi zna­j­duje się kieszeń. Pier­wot­nie jest ona przez­nac­zona do przenoszenia płyt ESAPI. Tyle że nie dys­ponuję takimi w tej chwili, więc ten ele­ment na pewno będę dopracowywał.

Ogól­nie było już u nas kilku takich, co mierzyli i twierdzą „co najm­niej spoko”. Część z nich jadło chleb z prochem wiec jestem skłonny im wierzyć. Jeśli wszys­tko ułoży się pomyśl­nie, kamizelkę będzie można kupić już niedługo.

Aaa! Jeszcze jedno. Nie dzi­w­cie się kolorkowi, naprawdę jest dzi­wny. Taki trochę zielony, bardziej brą­zowy. Zasad­niczo jest to nasz mate­riał do „szy­bkiego pro­to­ty­powa­nia” :P
(Śmieję się tylko bo w środowisku nadużywa się ostat­nio tego stwierdzenia, bo brzmi pro­fesjon­al­nie, tak­ty­cznie i oper­a­torsko :D )

Lisopack

Z metki zwany Ruck­sack Radio Car­rier DPM IRR, wpadł mi w ręce już jakiś czas temu i bardzo mi się spodobał. Nieźle uszyty, z dobrych mate­ri­ałów, nieco przy­ciężki, ale jest w nim coś co mnie urzekło. Opisów tego ple­caka na sieci zna­jdziecie pod dostatkiem dlat­ego skon­cen­truję się tylko na ele­men­tach które przerobiłem.

Ale żeby było wiadomo o czym mowa…
Sam ple­cak to dość wysoka i sze­roka kon­strukcja, zamykana bardzo długim zamkiem błyskaw­icznym zaopa­tr­zonym w cztery suwaki (zbieżne parami). W ten sposób pow­staje duża wąska kieszeń otwier­a­jąca się jak książka, na prawą stronę. Wewnątrz zaszyto sys­tem pasków do mocow­a­nia radia, w części ple­cowej, oraz wąską otwartą kieszeń na antenę w klapie.
Na zewnętrznej stronie klapy umieszc­zono pio­nowo zamki błyskaw­iczne, dwa po środku i dwa po bokach. Służą one do mon­tażu kieszeni dodatkowych, tak zwanych side pouch, znanych z bry­tyjs­kich ple­caków Bergen.
I tu uwaga! Pier­wszy ple­cak który zamówiłem miał zamki umiejs­cowione tak, że side pouche można było mocować tylko po bokach, a nie obok siebie jak w opisy­wanym mod­elu. Przez to po zamo­cow­a­niu i wypełnie­niu kieszeni nie sposób było się zmieś­cić w drzwiach, a raz nawet zaw­isłem wysi­ada­jąc z tramwaju. Kilka strza­łów drzwiami tramwa­jowymi i już odsyłałem ple­cak do wymi­any na właś­ciwą wersję.

Ale do rzeczy. Zasad­niczym prob­le­mem była zbyt wysoka komora, więc wszys­tkie drob­niejsze przed­mioty spadały na dno i trzeba było sporo zamki rozpinać żeby się do nich dostać, więc to co było więk­sze wyle­wało się bezw­styd­nie. Odwróce­nie ple­caka to średni pomysł, bo rzeczy się przesy­pują.
Tak więc potrzeba seg­re­ga­tora lub czegoś podob­nego a że mam trochę zbęd­nych kieszeni, zde­cy­dowałem że po prostu wszyję PALSY.
Nie było to takie trudne. Wyprułem wewnętrzną część ple­cową i odprułem wszys­tkie paski. Teraz już wiem że warto najpierw wyz­naczyć sobie poziomą linię. Dzięki temu PALSy po wszy­ciu będą ide­al­nie poziomo wzglę­dem ple­caka, w prze­ci­wnym razie traci się czas, tak jak ja, na przymi­arki i tym podobne.
Gdy już wszyłem paski wewnątrz, zaprag­nąłem kilku również na zewnątrz. To było trud­niejsze. Zamki i ich zakładki na środku utrud­ni­ają manewrowanie maszyną a i tak nie wszędzie idzie się zmieś­cić stopką. Jed­nak, w bólach udało się urodzić dwa razy po sześć rzędów, każdy po trzy komórki.

Co osiągnąłem? Ja uważam że sporo. Dzięki PAL­Som wewnątrz łatwiej mogę seg­re­gować zawartość, bez prob­lemów, bez­piecznie, prze­nieść lap­topa lub net­booka. Co ciekawe, mogę go powiesić wysoko żeby drob­nica jak np. klucze, go nie rysowały.
Cztery suwaki pozwalają otwierać ple­cak od góry , od dołu a nawet z boku, dlat­ego cza­sem mon­tuję kies­zonki nisko przy dnie, skierowane w dół, dzięki temu mogę zwięk­szyć dwukrot­nie ilość wewnętrznych kieszeni nie utrud­ni­a­jąc dostępu do nich. Nie muszę też otwierać całości by dostać się do tego co schowałem głę­biej w ple­caku.
Zewnętrzne PALSy z góry planowałem na płaskie przed­mioty, takie które zmieszczą się pod dopię­tymi kieszeni­ami. Mam do nich łatwy dostęp, wystar­czy odpiąć jeden zamek i odchylić kieszeń, a jed­nocześnie są trochę chro­nione przed uszkodzeni­ami. Co ważniejsze, na wyprawie, mogę odpiąć side pouche ze zbęd­nym ekwipunkiem (np. zapa­sowa odzież) i ruszać dalej, z tym co potrzebne nie wykonu­jąc żadnych dodatkowych przepakowań.
Dodatkowo PALSy pozwalają mi mon­tować khukri pod kieszenią tak, że ręko­jeść wys­taje i bez prob­lemu można go dobyć. Do tego się nie majta i nie czepia wszys­tkiego wokół.

W przyszłości niedalekiej planuję upich­cić kiesze­nie wzorowane na tych od Bergena ale nie tylko. Planuję też poje­dynczą dużą kieszeń oraz takie, które będą otwier­ane z obu stron.

Na koniec pytanie brzmi… Po co sobie zawracać sobie gitarę taką iloś­cią roboty?
Bo ten ple­cak kosz­tuje w detalu na dzień dzisiejszy (05.03.2012) od 50 do 79zł!! Trochę wysiłku i mam ple­cak który wiernie mi służy, jest wytrzy­mały i uniwersalny.

Inna sprawa, że po prostu go lubię :P

Pimp my hat

Z doświad­czenia mojego wynika że czapka z daszkiem to taki dzi­wny przed­miot który bardzo ciężko pod­daje się standaryza­cji. Dłu­gość daszka, ksz­tałt cza­szy, reg­u­lacja lub rozmiar to kwestie indy­wid­u­alne.
I pojawia się prob­lem z rzepami. Gdy już zna­jdziemy taką w której nam wygod­nie, często okazuje się że rzepów nie ma albo są ale nie tam gdzie nie trzeba. Ja tak miałem i postanow­iłem wal­czyć… Dziś mam już na kon­cie kilka takich oper­acji. Dla przykładu:

Tak­ty­czna czapka firmy Cropp– znana i lubiana firma, pro­duku­jąca odzież do lan­sowa­nia się na ulicy, desko­rolce, row­erze itp. Dostałem ją i powiem że na miasto bardzo wygodna a krótki daszek przy­padł mi do gustu.
No ale! Nie ma rzepów!!
 
No to trzeba doro­bić! W fir­mie pod­czas prz­erwy…
Najpierw przedni– wyci­nam go na wzór naszy­wki którą noszę. Następ­nie odmierzam środek wzglę­dem daszka a nie szwu– już raz się okazało że środek jed­nego niewiele ma wspól­nego z drugim.
Następ­nie górny, ten na szczy­cie cza­szy. Jasne, nie uży­wam go, ale lep­iej wpa­sowuje się w tem­atykę.

Następ­nie tył. Proste. Znowu środek wyz­naczam wzglę­dem otworu a nie szwu. I już jest miejsce na naszy­wkę z grupą krwi.

Na koniec to co najważniejsze dla mnie. Rzep na daszku od wewnętrznej strony.
Do latarki Inova Micro­light przyk­leiłem na kro­pelce rzep haczyki. W połącze­niu z rzepem na daszku pow­staje latarka czołowa.  Do zmi­any kół w nocy, prostych prac w warunk­ach polowych wystar­cza. Niezbyt mocna, to prawda ale jest tak mała że mam ją ze sobą zawsze!! Dlat­ego wszys­tkie moje czapki mają rzep od spodu. Kosz­tuje trochę więcej  niż nic a przy­datne jak cholera.

Może ktoś powiedzieć naszy­wki, tzw. morale patch, to wiejski tun­ing, ale niech pamięta, że nieje­den żołnierz tak robi bo… to fajne, poprawia nas­trój i łatwiej odróżnić swój stuff od czy­je­goś.
Inaczej sprawa ma się z latarką. Z autop­sji powiem, że to jeden z najlep­szych pomysłów jakie sto­suję. Łatwy, prosty, tani a efek­ty­wny!! Szcz­erze pole­cam bo sam używam!!!

Gadałem z sze­fem. Powiedział, że jak chcę to mogę na sklepie udostęp­nić taką usługę. Więc jeśli nie masz możli­wości zro­bić tego samemu to pisz albo do mnie albo na sklep.
Szef coś mówił o 7PLN za całość prz­eróbki. Wiem… ale pamię­ta­j­cie że sporo z tego to VAT :(

Zlecenia drobne: Kabura IMI

Są rzeczy które uwiel­biam w fir­mie w której pracuję- nie ma prob­lemu z drob­nymi zamówieni­ami jak na przykład prz­eróbki. Nawet jeśli to nie do końca nasza dzi­ałka, ale jesteśmy w stanie to zro­bić. Przykład z wczoraj:

Przyszedł do nas klient i mówi że ma prob­lem ze swoją kaburą udową. Pro­dukcja izrael­skiej firmy IMI za niemałe pieniądze, a okazuje się że reg­u­lacja dłu­gości jest bardzo ogranic­zona, wynikiem czego panel wisi tuż nad kolanem.
Nic wielkiego. Wycięliśmy cześć rzepa pętelki w środ­kowej części zastępu­jąc go haczykami.
Teraz kabura wisi tak

 

Widać jeszcze nad­miar pasa wys­ta­jący spod pan­elu udowego– później został przy­cięty. Zdję­cia z pier­wszej przymi­arki.
Na zdję­ci­ach poniżej widać zastą­pi­ony odcinek

Z tego co wiem, to prob­lem dłu­gości tego pasa wys­tępuje powszech­nie w tym mod­elu. Więc jeśli masz taką i potrze­bu­jesz pomocy wal jak w dym.

Od serca o prob­lemie:
Gdy kupu­jesz coś za kilka­set zło­tych i  okazuje się, że wymaga drob­nej prz­eróbki, pojawia się dylemat. Zro­bić samemu na kolanie albo dać kilka groszy fir­mie która to zrobi.
Nie każda firma będzie sobie zawracać głowę prośbą jed­nego klienta. Z doświad­czenia mojego i zna­jomych wynika, że racze się tego nie pode­jmie bo zysk marny.
Cieszy mnie to że u nas jest inaczej. Sam propaguję w fir­mie taką poli­tykę. Klienci zad­owoleni i miło się człowiekowi robi :)

Małe a cieszy :) Czyli segregatory na rzepie.

Potrzeba matką kraw­ców bym powiedział.

Szef jest pasjonatem fotografii. Mówi mi: „podaj aku­mu­la­tor do aparatu”, więc sięgam do torby i przekop­uję się przez woreczki strunowe pełne baterii, aku­mu­la­torów itp. I tak by zostało, gdyby mnie krew nie zalała pewnego pięknego dnia. Kilka minut na pro­jekt i kilka na szy­cie i oto jest.

Seg­re­ga­tor na baterie mojego szefa do aparatu mojego szefa, przyp­inane rzepem do torby fotograficznej mojego szefa.
Ele­menty skład­owe: taśma elasty­czna, płat Cor­dury z odpadów pro­duk­cyjnych i kawałek rzepa. Zszyć tak by ciasno trzy­mało baterie i prob­lem z głowy. Bałem się że baterie będą wypadać bo szlufki są na wylot ale nie. Siedzą grzecznie a brak dna ułatwia ich wyciąganie.

 

Widząc zad­owole­nie na twarzy pra­co­dawcy, postanow­iłem poprawić swój pry­watny kom­fort życia. Drobne graty w ple­caku już od dłuższego czasu miały w zwyczaju przemieszczać się w myśl włas­nego widz­imisie. Wrr..

I oto proste i (TANIE!!) rozwiązanie prob­lemu. Resztka Cor­dury + rzep + taśma elasty­czna 50 i 25 mm. Zszyć ze sobą tak by pow­stały prze­grody a tam gdzie może coś wypaść zaszyć dno i doszyć zakładkę z taśmy elastycznej.

W środku noszę L.E.D. Wand (firmy Nite Ize), pęsetę, krem w sztyf­cie, dwie baterie CR123A i prze­jś­ciówka Micro SD na USB. Wymi­ary 190 x 80 mm.
Rzep okazał się bardzo spry­t­nym rozwiązaniem. Nie dość że mogę mocować panel pod dowol­nym kątem to jeszcze dwoma ruchami przepakowuję drob­nicę z ple­caka miejskiego do wyprawowego.

 

Mijały dni a ja kupiłem drugi celownik koli­ma­torowy. Zapa­sowe baterie by się przy­dały– kupiłem dwa opakowa­nia (4szt.) CR2016, dwie do koli i dwie do L.E.D. Wanda. Drugi koli pracuje na CR2032, też płas­kich. W domu wrzu­ciłem do szu­flady, więc nigdy ich nie miałem kiedy były potrzebne. W ple­caku kar­toniki szlag trafił a strzępy zasy­fiły co się dało.
Miodzio :|
I znowu pod­jąłem się wyko­na­nia segregatora.

Panel na rzepie o dwóch prze­gro­dach z taśmy elasty­cznej, zaszytej na zakładkę i po obwodzie.  Wymi­ary 50 x 90 cm.

 

Powiecie dro­gie, bo w ogóle trzeba cokol­wiek płacić, a prze­cież można wszys­tko mieć i nosić. Bajzel będzie ale jest tanio. Ok. Rozu­miem. Ja tam lubię jak wszys­tko ma swoje miejsce i gotów jestem zapłacić te 5 czy 7 zł.
Jeśli ktoś chce coś takiego, podobne lub na tej samej zasadzie to no prob­lem :)

Ciekawe ciekawostki MSPO 2011

Przy­byłem, zobaczyłem i głowy mi nie urwało. W zasadzie zrozu­mi­ałe, w końcu są to targi kon­cen­tru­jące się na sprzę­cie więk­szego kali­bru: wozy bojowe, czołgi, śmigłowce itp.

Niem­niej było kilka cieka­wostek, o które warto było obe­jrzeć. Troszkę szkoda, że więk­szość z nich będzie dostępna dla służb i bez legi­t­y­macji ich zdoby­cie będzie co najm­niej problematyczne.

Na początek gotowe zestawy “żołnierz przyszłości”.

Niby nic, czego byśmy nie widzieli wcześniej, ale…

W przyszłości szwy oporządzenia będą szyte metodą pętelkową :P
Żartuję-  z tego co zauważyłem, wiele pro­duk­tów wys­taw­iało pro­to­typy led­wie zdjęte z desek kreślarskich.

Poważną atmos­ferę rozluź­niał kamu­flaż, który wraz z sze­fem nazwal­iśmy „Fiuczer Kamo”. Miło zobaczyć, że ktoś ma odwagę i poczu­cie humoru na tar­gach pełnych gar­ni­turów i poważnych min.

Na stoisku JMD Daniel Tech­nolo­gie można było obe­jrzeć ciekawe kon­cepcje na nowe mundury. Nie kry­tykuję, ale ciekawi mnie czy naszy­wanie sys­temu PALS na odzież jest naprawdę potrzebne.

Uśmiech na twarzy pojawił się, gdy zobaczyłem „Kamizelkę dla dziecka” JMD-10. Pomysł ciekawy i rozsąd­nie zre­al­i­zowany. Zwraca uwagę kieszeń na telefon/radio, bardzo dobry pomysł na wypadek gdyby pociecha zaw­ieruszyła się sytu­acji zagroże­nia.

MSPO 2011 poz­woliło na zapoz­nanie się z oferta firmy Para­m­e­dyk z Warszawy. Znanej z sze­rok­iej oferty sprzętu medy­cznego dla służb mundurowych. Na tar­gach w Kiel­cach zaprezen­towali nowy ple­cak para­m­e­dyka, dzi­ała­jącego na poziomie drużyny.
Jest to całkowicie nowa kon­strukcja, której nie ma jeszcze w ofer­cie i nie ukry­wam zapowiada się obiecu­jąco.

O pozy­cję na rynku wal­czy też Lubawa, znany pol­ski pro­du­cent oporządzenia. Na MSPO 2011 pojaw­iła się nowa linia kamizelek, która choć intere­su­jąca.…

.… wygląda jakby jeszcze nie opuś­ciła fazy pro­to­typów.

A zwać go będą: Fox

Cześć.
Zwą mnie Fox i jestem mil­i­tarystą. Chci­ałem być żołnierzem ale wada wzroku poważnie mi to utrud­niła. Suma sumarum zain­tere­sowałem się sub­sty­tutem, nie twierdze że ide­al­nym, air soft gunem. Mając już rep­likę w rękach trzeba było zain­tere­sować się oporządze­niem.
I tak oporządze­nie stało się moją pasją. Łatwo mi przy­chodzi zapamię­ty­wanie fak­tów i wymyślanie nowych rozwiązań a zna­jomi często pytają mnie o zdanie. Zapisałem się na kilka forów tem­aty­cznych, ale gdy zobaczyłem jak ludzie obrzu­cają się tam błotem za byle pytanie, ograniczyłem swoją akty­wność do pochła­ni­a­nia wiedzy.
Szy­bko zakochałem się w pomysłach topowych firm i część z ich pro­duk­tów wylą­dowała w moich pry­wat­nych zasobach. Jed­nak często-gęsto było tak, że nie było na rynku jakiegoś konkret­nego rozwiąza­nia, było ale kiep­skiej jakości lub było kosz­marnie dro­gie. Postanow­iłem kiedyś wypełnić tą lukę i tak oto…
Los chciał, że pracuję obec­nie dla SAGear jako.… powiedzmy że wymyślam wszys­tkie te graty ale pro­jek­tan­tem się nie nazwę- brak mi lev­elu, choć pracuję nad tym.

Na blogu zna­jdzie się dużo tem­atów doty­czą­cych bieżą­cych i przyszłych pro­jek­tów oraz genezy ich pow­sta­nia.  Zapraszam serdecznie do komen­towa­nia i dyskusji na ich temat.
Część tem­atów będzie doty­czyła pro­duk­tów innych firm, cieka­wostek i mnie samego(mało ciekawe :P ).

Pamię­ta­j­cie proszę ze jest to blog “na luzie”, więc pomimo jego infor­ma­cyjnego charak­teru nie będzie to (bo nie ma być) pub­likacja naukowa.

Poz­draw­iam i zapraszam
Fox